1593167858
https://www.google.com/maps/reviews/data=!4m5!14m4!1m3!1m2!1s101246761819071915395!2s0x0:0x5321a7b0c6698e4f?hl=en-US
Nick
google
https://www.google.com/maps/place/?q=place_id:ChIJ9eGEgc2YCEcRT45pxrCnIVM
1
Nie zdążyłem nawet jeszcze odpakować markizy, nie mam nawet na razie ochoty myśleć o jej montażu, za sprawą rozczarowania jakie spotkało mnie od strony dostawy. Leżąc teraz w łóżku i poruszając się o kuli, mam dużo czasu na opisanie swoich refleksji na forach. Ale zacznijmy od początku. Sklep poinformował mnie późnym popołudniem, że następnego dnia rano przyjedzie do mnie kierowca z markizą - co ważne, było to stwierdzenie, a nie zapytanie czy np. ten termin mi odpowiada. Zdecydowanie zabrakło też informacji, uprzedzenia o wadze paczki, w kontekście możliwości jej odbioru. Wprawdzie znałem gabaryty markizy, którą sam zamówiłem, długość 5m. Jednak jej ciężar okazał się na miarę strongmena. Kierowca, z wyglądu emeryt, zaczął od tego, że on "tego nie wypakuje". Jęczał, że strzela go w krzyżu i on "nie nosi". Miał wprawdzie na pace coś a'la wózek transportowy, ale bez mojej pomocy nie byłby w stanie nawet wyjąć kartonu z samochodu. Wymamrotał przy tym, że problem to jest dopiero wtedy, kiedy odbiera kobieta, po czym rzucił "podsuń pan wózek! nie tak, bliżej" - jak gdybym robił to na co dzień. Pomijam już jego gburowatość. Ostatecznie się udało i wielka markiza toczyła się po ulicy oparta o mały, lichy pojazd, a ja kierowałem przodem. Wjechaliśmy na chodnik prowadzący do drzwi wejściowych, po czym padło pytanie "gdzie zrzucamy towar". Pokazałem miejsce przy domu, oddzielone warstwą gruntu, na co kierowca parsknął podobnym jak poprzednio tonem "nie przejedzie, chwytaj pan!". No i chwyciłem, pod presją czasu, w atmosferze kończącego się dnia pracy. Kiedy uniosłem pakunek, wózek zaczął się samoistnie toczyć, a po chwili wywrócił się. Ja jednak zdążyłem się zdenerwować, że wyjedzie na środek drogi i uderzy w przejeżdżające auto. Dużo się działo na raz. Ruszyłem jak stałem, tyłem. Nie zdążyłem się nawet rozejrzeć, kiedy kierowca napierał już na mnie niemalże stu kilogramową markizą. Szedł przy tym przodem i nie wiem dlaczego nie widział, lub było mu wszystko jedno, że idziemy wrost na podwyższony ganek wzdłuż okien tarasowych. Chciał raczej jak najszybciej odfajkować robotę. Zrobiłem zaledwie kilka kroków i nawet nie wiem kiedy, leżałem z wykręconą nogą, a obok mnie karton. Dobrze, że mnie nie przygniótł. Z trudem i wielkim bólem pozbierałem się. Przenieśliśmy karton parę metrów dalej, choć było mi już wszystko jedno gdzie będzie stał. Po chwili, nie zważając jakby na to, co się stało, kierowca rzucił przemądrzały tekst "no widzisz pan, dlatego właśnie nie noszę", po czym dał mi do podpisania dokument odbioru - to było w końcu najważniejsze i odjechał. Podsumowując, kupiłem markizę za prawie 7 tysięcy. To nie jest pralka czy inne agd, a nawet w przypadku tych dużo mniejszych i lżejszych sprzętów, można liczyć coraz częściej na ich wniesienie. Bez względu na prymitywizm kierowcy i jego totalny brak szacunku do klienta, uważam że winę za zaistniałą sytuację ponosi zarząd firmy. W przypadku dostarczania na co dzień tego rodzaju, wielkogabarytowych przesyłek, powinno zostać to znacznie dopracowane. Nie jest ważne to, jak się coś zaczyna, tylko jak się kończy. I choć sklep internetowy działa bardzo przyzwoicie, zakup markizy powinno wieńczyć jej bezpieczne przekazanie, w miejsce które sobie klient życzy, bez względu na panujące zwyczaje w przypadku zwykłych przesyłek. Czy widziwiam, by oczekiwać, żeby w przypadku tak wielkiej i ciężkiej paczki, nie godzić się na zrzucenie jej po prostu na ulicy, pod płotem, a dalej to radź sobie sam? Mam nadzieję, że nie jestem w swoich odczuciach osamotniony. Piszę ten komentarz dla dobra innych, ku przestrodze, by zakup w e-markizy przemyśleć 10 razy i zastanowić się, czy nie lepiej złożyć zamówienie w innej firmie WRAZ Z MONTAŻEM. Sam bym teraz tak uczynił. Zdrowie jest najważniejsze. Sklep okazał się nie mniej obojętny od kierowcy, mój email z opisem sytuacji pozostał bez odpowiedzi. Nie mają sobie przecież nic do zarzucenia. Tym bardziej poczuwam się w obowiązku by uprzedzić potencjalnych klientów, jakiego traktowania mogą się spodziewać.