1536223272
https://www.google.com/maps/reviews/data=!4m5!14m4!1m3!1m2!1s104884788067397312992!2s0x0:0x2ea45074f6eac193?hl=en-US
Adam Turzyński
google
https://www.google.com/maps/place/?q=place_id:ChIJT1MSkZHCD0cRk8Hq9nRQpC4
1
Przez Polskę co raz przetacza się, niczym lawina, dyskusja z lamentem dotyczącym tego, ile czytamy, a raczej - nie czytamy. A jeszcze inaczej - dlaczego tak mało kupujemy książek. Pozwolicie, że dorzucę do tego swój mały kamyczek? Nieduży, tak mały, jak myślenie dużych sieci - może być? Czytamy. Ja czytam, żona czyta, dzieci czytają, nasi rodzice czytali i będą czytać. Aby sprawnie i ustawicznie ten proceder realizować, można chodzić do biblioteki (takie miejsce. gdzie mają wydrukowane e-booki), do księgarni albo do popularnych dyskontów, gdzie pomiędzy cebulą a maszynkami do golenia stoi regał z książkami. Nie powiem, często korzystamy z tej ostatniej opcji, bo przy okazji cebula i maszynki do golenia, a poza tym, no cóż, codziennie niskie ceny. Tak było i wczoraj. Ucieszyła nas szeroka gama oferowanych do sprzedaży książek, a ceny jednostkowe, wyjątkowo czytelnie pokazane, jak na standardy dyskontu, skusiły do nabycia drogą kupna. Wybór padł (przepraszam, muszę to podać) na "Cudowną podróż" z wydawnictwa Siedmioróg. Przyznam, pięknie wydane, estetycznie, a cena 8 zł, potwierdzona przy kasie, utwierdziła w przekonaniu, że to był dobry zakup. Był. Po rozpakowaniu w domu z siatek przysłowiowej już cebuli przyszła kolej na cieszenie się nową książką. Odkleiliśmy metkę, przecież nie jest już potrzebna i przecież nie odkleja się metki w Bie... w sklepie. "I oczom ich ukazał się las..." Nam ukazała się informacja, że jest to tom pierwszy. Nie cała książka, ale jej pierwsza część. Co by wam powiedziała taka informacja? Tak, tak - będzie tom drugi! Wiedzeni ciekawością, lekko niecierpliwi, skorzystaliśmy z zasobów Internetu, by ustalić - nie czy, ale kiedy można się spodziewać tomu drugiego. Wyszukiwarka i zasoby milczały, natomiast wybiła się informacja-oferta, że można nabyć (znów drogą kupna) pełną wersję książki w wydawnictwie. Dziś rano zadzwoniłem do rzeczonego wydawnictwa, wybierając podany na stronie numer. Żeński głos o namiętności popularnego syntezatora mowy wskazał mi dziewięć opcji do wyboru za pomocą klawiatury swojego telefonu. Wybrałem czwórkę, dział produkcji. Odebrała pani i po kilku zamienionych zdaniach dowiedziałem się, że już dla nich od dłuższego czasu nie pracuje i nie jestem nawet w pierwszej setce dzwoniących. Współczuję kobiecie i mam nadzieję, że ta setka to tak łącznie, a nie w tym tygodniu. Dobrze, jest i drugi numer. Tu od razu, bez profesjonalnej zapowiedzi, odezwała się przemiła pani. Tak... potwierdziła, że jest u nich pełna wersja tej książki, bez rozbicia na tom pierwszy i drugi. Potwierdziła, że w Bie... w dyskoncie można kupić specjalnie dla nich wydrukowaną tańszą wersję tego tytułu. Tak, znaczy nie - NIE BĘDZIE tomu drugiego. Po prostu. - Czyli można powiedzieć, że kupiłem parę butów tylko z lewym bądź prawym butem, bez możliwości dokupienia tego drugiego? - Tak proszę pana, niestety. Ale przekażę prezesowi... Pal licho te osiem złotych (no dobra, nie wolno szastać pieniędzmi). Zastanawiam się tylko, na ile celowe było naklejenie metki w miejscu, gdzie jest informacja, dość znacząca, o produkcie. Bo to, że wydawnictwo, biorące udział w Narodowym Programie Rozwoju Czytelnictwa (potwierdzone info), wypuszcza taki bu... taką wersję i nie zmienia na bieżąco telefonu do siebie, to już mnie trochę mniej dziwi. Jaki kraj, tacy terroryści.