1548111389
https://www.google.com/maps/reviews/data=!4m8!14m7!1m6!2m5!1sChZDSUhNMG9nS0VJQ0FnSURJcV9pUllBEAE!2m1!1s0x0:0xf9ed13a374198ea!3m1!1s2@1:CIHM0ogKEICAgIDIq_iRYA%7CCgsInZyZ4gUQiLWXTw%7C?hl=en-US
GiK grupa 101
google
https://www.google.com/maps/place/?q=place_id:ChIJ4WubRo8nGEcR6phBNzrRng8
1
Kompletnie nie rozumiem skąd te wszystkie świetne opinie chyba, że piszą je pracownicy "lecznicy". Zaczne od rzeczy w tym przypadku mało istotnych. Po pierwsze bardzo długi czas oczekiwania na wizytę co początkowo tłumaczyłam sobie tym, że prawdopodobnie pracują tam świetni specjaliści. Umawianie się na konkretną godzinę również nie zmieniało nic, ponieważ nikt kompletnie nie zwracał na to uwagi z personelu. Pomimo umówienia się wcześniej w dalszym ciągu wchodziłam ostatnia. Nie ze względu na to, że ludzie sie wpychali ale dlatego że weterynarze zawsze oceniali, że ktos powinien wejść przede mną, bo np tylko na chwilę.Czułam się jak niewidzialna. Bardzo nieprofesjonalne podejście. Kolejną rzeczą, która mnie zaniepokoiła było to, że dr Steinhoff podczas badania kota potrafił obrażać go od skur*****a. Bardzo mnie to zdziwiło bo ja rozumiem, że kot drapał i gryzł, ale to chyba nie pierwszy przerażony kot z którym doktor mial doczynienia, ale stwierdziłam, że kot mocno drapie każdy ma prawo sie zdenerwować. Teraz przejdę do rzeczy czyli do samego leczenia. Podczas pierwszej wizyty kot miał wykonane USG, gdzie zostało powiedziane, że sa widoczne zmiany możliwe, że nowotworowe. Ostatecznie kot był leczony na zapalenie trzustki, ponieważ z innych badań wynikało, że na to właśnie również choruje. Kwestia nowotworu nie została wyjaśniona, doktor wręcz sie rozmyślil i stwierdził, że jednak nic tam nie ma. Leczenie kota przez tydzień nie przynosiło efektu, stan pogarszał sie do takiego stopnia, że baliśmy się zostawić kota samego w domu, ponieważ sie dusił. Dni mijały z kotem coraz gorzej tak samo jak i z kulturą i zainteresowaniem pacjentem ze strony lekarza. Ostatecznie postanowiliśmy spróbować kota zdiagnozować u innego weterynarza. Co sie okazało? Po badaniu palpacyjnym i krótkim wywiadzie Pani doktor juz miała pewne podejrzenia, więc wykonane zostało przeswietlenie klatki piersiowej. Mimo, że kot nadal byl niegrzeczny badanie było powtarzane do momentu kiedy udało się wykonać je poprawnie. Dr Steinhoff nawet nie zaproponował tego badania bo wiedział, że bedzie musiał się trochę nameczyć i zasłużyć na te duże pieniądze, które od nas brał za bezsensowne leczenie. Ostatecznie kot mial chłoniaka, zapalenie trzustki fakt było, ale spodowane chłoniakiem, którego doktor tak doświadczony i podobbo dobry przeoczył. Kotki juz z nami nie ma, została wykonana eutanazja, ponieważ bardzo cierpiała. Mogę tylko powiedzieć, że bardzo mi przykro. Z odczuć moich i mojej rodziny wynika, że od poczatku doktor wiedział, że stan kota juz jest tragiczny i nic nie da sie zrobić, mimo to przedłużal jego męczarnie po to zeby sobie na nim zarobic. Szkoda bo mialam naprawde duże nadzieje co do tego lekarza. Ze względu na to, że sa tu prawie same dobre opinie nie liczę, że moja będzie wyglądała na wiarygodną. Radzę tylko wziąć pod uwagę moje słowa dla dobra Państwa zwierzaków, bacznie obserwować a nie ufać w 100%, bo życie i zdrowie zwierząt jest tutaj najważniejsze.
1564870361
https://www.google.com/maps/reviews/data=!4m8!14m7!1m6!2m5!1sChdDSUhNMG9nS0VJQ0FnSUNVbzdPSnRnRRAB!2m1!1s0x0:0xf9ed13a374198ea!3m1!1s2@1:CIHM0ogKEICAgICUo7OJtgE%7CCgwI8siV6gUQ0IqYuwE%7C?hl=en-US
Magdalena Kozieł
google
https://www.google.com/maps/place/?q=place_id:ChIJ4WubRo8nGEcR6phBNzrRng8
2
Z dr Steinhoffem mamy same dobre doświadczenia, więc o jego pracy jako weterynarza nie mogę powiedzieć nic złego. Nie polecam jednak innych weterynarzy stamtąd, bo dzisiejsza sytuacja bardzo zniechęciła mnie do tej lecznicy. Była informacja o urlopie innych weterynarzy i o tym, że bez wcześniejszego zapisu może być ciężko z wizytą, ale pani weterynarz przyjęła innego kota bez zapisu, na przywiezionego przede mnie kota z urazem, po nagłym wypadku nie spojrzała i natychmiast odesłała nas z kwitkiem (oczywiście zaznaczyliśmy, że kociak jest po wypadku i sytuacja jest groźna). Niestety, nie byliśmy w stanie zapisać się z wyprzedzeniem na nagły uraz. Mogę zrozumieć, że jeden weterynarz w lecznicy ma mało czasu, ale w przypadku takiego zdarzenia sądzę, że nie zbawiłoby tej pani poświęcenie 3 minut, by zerknąć na kota i pobieżnie ocenić, czy nic nie zagraża życiu, zanim każe nam jechać gdzieś indziej. Choćby dla własnego sumienia. Bardzo przykre było, gdy na pytanie "nawet pani na niego nie spojrzy?" pani weterynarz jedynie wzruszyła ramionami. Tym bardziej, że po odprawieniu nas z niczym zamknęła gabinet i poszła sprzedawać karmę, a w lecznicy poza nami czekała tylko jedna osoba. Rozumiem takie postawienie sprawy, gdybyśmy przyszli znikąd z kompletną bzdurą, ale tu chodziło o zwierzę po wypadku. Zignorować pacjenta powypadkowego, zasłaniając się brakiem czasu i zamknąć gabinet, żeby iść do sklepiku i opowiadać o karmach? A gdyby zwierzak miał zagrożenie życia? Czas stracony w tej lecznicy mógłby przesądzić o jego losie.