1603555489
https://www.google.com/maps/reviews/data=!4m5!14m4!1m3!1m2!1s117931407781566085216!2s0x0:0x88632acb52bd9617?hl=en-US
Dan T
google
https://www.google.com/maps/place/?q=place_id:ChIJm96oO0rNAUcRF5a9UssqY4g
2
Może i ja dodam swoje cztery grosze, jednak podkreślę, że nie mam na myśli głównej, koszalińskiej, filii Top Toys, z którą styczności w przypadku "głównych grup" nie miał*m. Przez kilka lat uczęszczał*m do jednej z kilku filii szkoły tańca. Ale czy na pewno tańca? Obecnie mam porównanie - prawdziwego tańca doświadczył*m tam tyle, co kot napłakał. Układy pod zawody i występy, których również było niewiele. Wszystko do wyliczenia, jeśli część grupy nie potrafiła zrobić jakiegoś kroku trenerzy woleli go "ułatwić" - ciągnąć wszystkich w dół zamiast ich nauczyć i podwyższyć przy tym poziom grupy. Zajęcia typowo pod rozwój solowy - co według mnie jest najważniejsze, w końcu przy tym uczymy się indywidualności, przełamujemy bariery, dzięki czemu jesteśmy lepsi jako grupa - były raz, może dwa razy na semestr, przy czym "ćwiczenia" mające przekonać osoby do tańca były monotonne, nie przemawiały do większości grupy, nie były dobrym sposobem na pozbycie się lęku, jednak trenerzy uparcie siedzieli przy swoim. Na zajęciach było zdecydowanie za dużo rozmów, mało robienia czegokolwiek. Pomimo tego, nie czuł*m żadnej więzi z trenerami - obecnie wiem, jak bardzo jest to ważne. Szkoła oferuje bardzo bogatą ofertę gadżetów, ciuchów - np. w przypadku zawodów obowiązkowo (!) trzeba było kupić biało-czerwony dres (nie pamiętam ile dokładnie kosztował - bodajże ok. 200zł) a wiadomo, że nie wszyscy mogą sobie pozwolić na dodatkowe, zbędne wydatki - w końcu to nie jest strój na występ. Koszulki, dresy, topy, legginsy z napisem "Top Toys" można było kupić przed każdym treningiem. Zdarzały się odwołane zajęcia na kilka godzin przed, następnie były "odrabiane" z inną grupą - w przypadku grupy najstarszej, była ona łączona z grupą młodszą - chyba każdy się domyśli, że taki układ nie wypali - pomimo niskiego poziomu normalnych zajęć były one jeszcze bardziej zaniżane przez wspólne zajęcia z dziećmi. Chciał*bym również prosić właścicieli, trenerów o nie udostępnianie na stronach TT filmów osób (nie grup), szczególnie z zajęć indywidualnych, które sobie tego najzwyczajniej w świecie nie życzą. Kiedyś jeden z trenerów powiedział, że samym tańcem, bez akrobacji nie da się porwać tłumu. Ja uważam inaczej - sztuką jest zaciekawić przeciętnego "Kowalskiego" prawdziwym tańcem, prosto z serca, bez używania "ulepszaczy". Daję 2 gwiazdki jedynie za sentyment do tych zajęć.