1531498484
https://www.znanylekarz.pl/marek-kmiec/ginekolog/krakow#tab=profile-reviews
kasiek13-13
znany_lekarz_placowka
https://www.znanylekarz.pl/placowki/szpital-specjalistyczny-im-stefana-zeromskiego-samodzielny-publiczny-zaklad-opieki-zdrowotnej-w-krakowie
1
Trafiłam do dr Kmiecia do szpitala z rozpoznaniem pustego jaja płodowego. Dostałam od mojego lekarza prowadzącego skierowanie na zabieg.Diagnoza została potwierdzona przez dwóch lekarzy oraz przez malejące beta hCG. Krwawiłam i miałam silne bóle brzucha oraz stan podgorączkowy. Dr Kmieć zbadał mnie i powiedział, że jest za wcześnie aby stwierdzić, że to puste jajo(7tc) Miałam wrócić za 3 dni.Zaznaczył jednak, że być może szpital nie będzie mógł mnie wtedy przyjąć, bo będą mieli remont. Nie dostałam żadnych zaleceń jedynie niczym nieuzasadnioną nadzieję, że może ciąża się rozwinie. Po trzech dniach sprawdziłam na stronie szpitala, informację ,że oddział pracuje bez zakłóceń, pacjenci są przyjmowani. Wróciłam więc z silniejszym krwawieniem i bólem. Po odczekaniu ponad godziny w poczekalni przyszedł dr Kmieć i poinformował, że muszę sobie szukać innego szpitala, bo oni mają remont i nie mają miejsc. Zażądałam, żeby chociaż mnie zbadał, sprawdził co się dzieje( cały czas krwawiłam i miałam bóle). Wiedziałam, że nie ma szans na zmianę diagnozy, jednak podczas badania zapytałam czy ciąża się rozwinęła. Lekarz drwiąco stwierdził, że to było pewne, że "nic z tego nie będzie" i mam sobie szukać innego szpitala. Dodam, że nigdzie nie zostało odnotowane, że dr Kmieć mnie badał oraz jaką diagnozę wydał. Do kolejnego szpitala trafiłam z bardzo silnym krwawieniem i bólem, rozpoznano poronienie w toku. Gdy wróciłam do mojego lekarza prowadzącego był w szoku, że zostałam potraktowana w taki sposób. Zdecydowanie nie polecam tego pana.
1525948678
https://www.znanylekarz.pl/marek-kmiec/ginekolog/krakow#tab=profile-reviews
sylwia.piatkiewicz90
znany_lekarz_placowka
https://www.znanylekarz.pl/placowki/szpital-specjalistyczny-im-stefana-zeromskiego-samodzielny-publiczny-zaklad-opieki-zdrowotnej-w-krakowie
1
Nie wiem od czego zacząć, niestety nie ma tu miejsca na całą historię, dlatego na tego lekarza napisałam oficjalną skargę. W styczniu zostałam przyjęta do porodu w szpitalu Żeromskiego. Przez całą ciążę byłam pod opieką innego lekarza z tego szpitala, który zakwalifikował mnie do próby porodu siłami natury po cesarskim cięciu. Nic przeciwko nie miała także lekarka, która tego poranka o 5 rano przyjęła mnie do porodu, wykonała USG, stwierdziła 4 cm rozwarcie i skierowała na salę porodową. Byliśmy z mężem zachwyceni, że wszystko w porządku i że nasze marzenie o porodzie naturalnym może się spełnić. Niestety położna którą mi przydzielono poprosiła o konsultację dr Kmiecia. Po godzinie wszedł on do sali i na widok wyłączonego aparatu USG zamiast dzień dobry przeklął i dopiero zapytał mojego męża czy byłby uprzejmy podpiąć aparat do prądu. Wykonał 30 sekundowe badanie i nic nie wyjaśniając powiedział mi krótko: dziecko urodzi pani do brzucha, ma pani dziurę w macicy i za chwilę będę operował dwa trupy. Zaczęłam zadawać pytania, pomimo że lekarz był w drodze do wyjścia z sali, krzycząc przez ramię że mam natychmiast podpisać wszystkie zgody i "tniemy". Wrócił się i wyśmiewał moje pytania, zaczął na nas krzyczeć. Mąż upomniał go o te krzyki, ja natomiast powiedziałam, że lekarka przyjmująca nie widziała tej "dziury" stąd moje pytania co się ze mną dzieje, dlaczego nie czuję w związku z tym bólu i że nie jestem lekarzem, dlatego chcę aby to lekarz wyjaśnił mi skąd te rozbieżności. Kiedy powiedziałam że w Krakowie jest mnóstwo szpitali w których można rodzić siłami natury po cięciu cesarskim, powiedział że mogłam sobie tam pojechać i prychnął. Znowu wychodząc z sali porodowej rzucił do mnie, że teraz to zrobią mi cesarkę w znieczuleniu ogólnym, co oznacza, że nie będę świadoma. Ponownie zapytałam dlaczego, a on na to: "Yyyy... Bo nie zdążymy pani podać płynów!" - będąc już po jednej operacji wiedziałam że podanie płynów trwa 5 minut a ja nie mam skurczy od początku tej stresującej rozmowy, przy czym oczekiwanie na anestezjologa to kolejna godzina. Powiedziałam że gwarantuję, że zdążą i żeby lepiej zaczęli - wiedzieliśmy z mężem, że to było "na złość". Oczywiście zdążyli mi podać płyny, antybiotyk, podać mi do własnoręcznego wypełnienia wszelkie pisma. Wchodząc na salę operacyjną zapytałam anestezjolog jakie znieczulenie mają mi zamiar podać, na co ona ze zdziwieniem odpowiedziała: "Zewnątrzoponowe, a jakie inne, przecież to cesarskie cięcie! NIe chce pani zobaczyć maluszka od razu!" uspokoiłam się i powiedziałam że oczywiście chcę. Widząc, ze to ten sam pan doktor wykona cięcie zaczęłam obracać całą sytuację w żart - bałam się po prostu. Na pytanie, czy "Bardzo pana zdenerwowałam" odpowiedział: "Myślałem że rozmawiam z kimś bardziej inteligentnym niż kasjerka z biedronki.". Wykonał cięcie i polecił anestezjolog zrobić "zdjęcie mojej dziury w macicy" na co drugi lekarz asystujący powiedziała "ale tu nie ma żadnej dziury, ja nic nie widzę". Anestezjolog nachyliła się nade mną i do ucha szepnęła mi: "Trzeba było próbować dłużej". W tym momencie poczułam jak serce mi pęka. Jeszcze przed końcem mojej operacji po wyciągnięciu dziecka, opuścił salę operacyjną - wyszedł do domu. W szpitalu od przyjęcia do "porodu" przebywałam około 2 godzin. Do dziś żałuję, że nie wyszłam po pierwszych słowach doktora Kmiecia i nie pojechałam obok do Rydygiera (tak jak zalecił mi sam, żebym sobie pojechała gdzie indziej). Po tym co mnie tam spotkało mam traumę. Na wypisie ze szpitala w polu dotyczącym przyczyn mojej cesarki wpisano "stan po cc", nie ma żadnej wzmianki o "dziurze w macicy" przez którą mieliśmy umierać. Dodam tylko że nie jestem samobójcą. Operacja cesarskiego cięcia była brana przez nas pod uwagę jako możliwy rozwój wydarzeń, byłam zapisana na termin operacji u innego lekarza w kolejnym tygodniu, gdyby akcja porodowa nie rozpoczęła się sama. Nasz dzieciaczek był jednak kochany i wybierał się na świat drogami natury. To okropne w jaki sposób potoczyły się losy mojego porodu.