1644923463
https://www.google.com/maps/reviews/data=!4m8!14m7!1m6!2m5!1sChZDSUhNMG9nS0VJQ0FnSUNXa01tRGV3EAE!2m1!1s0x0:0x26207f5e923ab3a1!3m1!1s2@1:CIHM0ogKEICAgICWkMmDew%7CCgwIx5SukAYQwOfk3wI%7C?hl=en-US
Łukasz Małek
google
https://www.google.com/maps/place/?q=place_id:ChIJFzrU9WPMHkcRobM6kl5_ICY
3
Postanowiłem do tej opinii podejść po kilku dniach, na chłodno. Czyli tak, jak było na miejscu, przy którym nas usadzono. Trochę romantycznie, bo przy oknie. To na plus. Niestety z okien przedostaje się walentynkowa pora roku, a mianowicie chłód. O ile na początku to nie przeszkadza, o tyle po jakimś czasie mozemy troszkę zmarznąć. To jednak nie był gwóźdź programu. Razem z narzeczoną chcieliśmy się wybrać na Walentynki by zjeść coś smacznego. Wyszukując w Google restauracje i walentynkowe Menu, znalazłem Momu. Postanowiłem więc zarezerwować stolik. Dzwoniąc, zapytałem o Menu które znalazłem na stronie (Cena 110PLN). W Menu były Małże, Dzik, było ciekawie. Zostałem poinformowany, że tego Menu będę mógł spróbować w niedzielę, ponieważ rezerwacja stolików na poniedziałek była niemożliwa. Gdy próbowaliśmy porozmawiać z Kelnerem, powiedział nam, że tego Menu nie ma. Próbowaliśmy wyjaśnić sprawę. Że fejsbuk, że strona, ale otrzymaliśmy jedynie ucinające rozmowę słowa: Nie wiem co Państwo widzieli na fejsbuku. Kiepsko. Widocznie promocja sobie, restauracja sobie. Gdy przybyliśmy na miejsce, nie było możliwości zamówienia ani Małży, ani Dzika, ani niczego co nas interesowało. Co więcej - bylo walentynkowe Menu na niedzielę. Cudownie - pomyślałem, przynajmniej nie zostaniemy odprawieni z kwitkiem. Tak oto zaczął się prawdziwy Roller Coaster, który wznosił nas na wyżyny tylko po to, żeby szybko ściągnąć nas w dół. Bowiem Grzanka może i była pieczona (widać bylo rumieńce, które temu dowodziły), ale utopiona w sosie przypominala jedynie papkę. Grzanka powinna mieć raczej charakterystyczną chrupkość, no chyba, że o czymś nie wiem. Nie zmienia to faktu, że zdarza nam się jeść potrawy w różnych restauracjach, o różnych rozbieżnościach cenowych. Za tę kwotę oczekujemy, że takich wpadek nie zaliczymy. Zwłaszcza w wyjątkowych dla zakochanych chwilach. Udało nam się przełknąć smak niewielkiej porażki, a wino rozgrzało nas na tyle, by nie marznąć przy oknie. Po czterdziestu minutach od przystawki zaserwowano nam danie główne. Udo z gęsi było smaczne, rozpływało się w ustach, nie było wysuszone, było poprawne. Można powiedzieć, że nie był to szok kulinarny, ale także nie był to horror rodem z programu Kuchenne rewolucje. Natomiast rolada z Sandacza z musem łososiowym pozostawiała wiele do życzenia. Sama rolada była sucha, ryba miała delikatny posmak mułu. Mus łososia wewnątrz przypominał o swoim jestestwie jedynie kolorem, ponieważ smak nie wybijał się w jakikolwiek sposób. Prawdę mówiąc, miał on jedynie charakter wizualny, bo jego smak nie przebijał się praktycznie w ogóle. A szkoda. Sama rolada spadała na bok, więc ciężko było uchwycić konstrukcję dania bez wspomagania jej widelcem. Sos krewetkowy był ciężki i bardzo natarczywy, a jego cień dominował już resztę wieczoru. Nawet długo po ukończonej kolacji. Rozczarowani do szpiku kości czekaliśmy, aż ktoś posprząta nasze talerze, jednak dowody niezbyt udanej kolacji towarzyszyły nam przez kilka dobrych minut, pomimo, że dzielna obsługa zdążyła uprzątnąć pozostałe stoliki. Czuliśmy się trochę zignorowani. Po wszystkim jednakże przypomnial sobie o nas miły Pan, który zadał pytanie, czy nam smakowało. Nie chcąc ranić jego uczuć, poinformowaliśmy, że spodziewaliśmy się czegoś innego. Pan poinformował nas, że to Menu będzie jutro, ale podkreślił od razu, że wszystkie stoliki będą już zajęte. Nominowałem go zatem do nagrody na największego mistrza nietaktu. Skąd w ogóle podejrzenie, że chcielibyśmy wrócić, skoro zawiedliście Państwo nasze zaufanie...? Chcieliśmy jedynie sprostować, czemu nie zostały spełnione nasze oczekiwania. Podsumowując, za tę cenę można zjeść dużo lepszą wykwintną kolację choćby przy ulicy Emilii Plater u Pana Andrzeja. Momu zapowiadało się obiecująco, a ostatecznie nas rozczarowało. Ogólnie można tam zajrzeć, ale radzę mocno się nie napalać. Ps. Rozumiem, że pieczecie dymem, ale wydaje mi się, że schody to wam się jednak nie upieką, więc sugeruję, byście poświęcili im trochę uwagi. Wbrew pozorom, to też jest ważne.
1649648265
https://www.google.com/maps/reviews/data=!4m8!14m7!1m6!2m5!1sChZDSUhNMG9nS0VJQ0FnSUMyeU95Y0pREAE!2m1!1s0x0:0x26207f5e923ab3a1!3m1!1s2@1:CIHM0ogKEICAgIC2yOycJQ%7CCgwIicXOkgYQ2N3H3gE%7C?hl=en-US
Ola Karola
google
https://www.google.com/maps/place/?q=place_id:ChIJFzrU9WPMHkcRobM6kl5_ICY
3
Niestety nie mogę dać więcej gwiazdek, ponieważ nie próbowałam ich dań z karty. Byłam w MOMU z okazji restaurant week na menu spoza karty. I bardzo proszę następnym razem lepiej dogadać takie menu, ponieważ nie było zachwycające, jedyne co mogę pochwalić to drink na wejściu, po kilku minutach od zajęcia miejsca, bo na przystawkę czekaliśmy koło 40min, dopiero została wydana jak przyszła inna grupa również na restaurant week (po około 10min dostali przystawki). Czas oczekiwania duży minus, mogło to być wydane wcześniej, bo mieliśmy rezerwacje na konkretną godzinę. Deser z tego wszystkiego był najlepszy, reszta powinna być bardziej dopracowana. Drinki były przepyszne Menadżer lokalu bardzo zainteresowany, wszystkiego pilnował, profesjonalne podejście, więc proszę o podwyżkę dla niego Mimo wszystko wrócę by spróbować menu z karty